wtorek, 19 czerwca 2012

Byłam na kapuścianym polu, lecz nic nie znalazłam... Moje macierzyństwo cz. 1

Byłam na kapuścianym polu, lecz nic tam nie znalazłam. Wniosek mógł być jeden. Dzieci jednak nie biorą się z kapusty!
Na początku była ciąża. Podobno to stan piękny i superaśny po którym następuję wielka tragedia w postaci nie przespanych nocy i kaszek i kupek i kolek i wielkiego narzekania rodziców.
U mnie było odwrotnie, nic tak mnie nie zmęczyło jak ciąża, żadne nie przespane noce, żadne godziny płaczu ani nawet ciąganie wózka na trzecie piętro - nic.


Na początku spałam, jadłam mandarynki, spałam, chodziłam na zajęcia (wtedy jeszcze byłam studentką), spałam, w międzyczasie jakieś mdłości, spałam i leczyłam anemie, potem gdy radośnie oświadczyłam lekarzowi jak to dobrze się czuje, zgasił mój zapał jednym zdaniem "w poniedziałek zapraszam panią na patologie ciąży". Od razu wyrwało mi się ale ja się dobrze czuję!!!
Skurcze przy 10 centymetrowym dziecku nie wróżyły nic dobrego.
Do końca grzecznie leżałam, z leżeniem przeniosłam się do domu (dziesięć razy krótsza droga do toalety była wybawieniem), przykładnie brałam tableteczki co 4 godziny, inne co 6 a jeszcze inne co 8. Na te co 4 godziny, po dwóch tygodniach budziłam się już bez nastawiania budzika - po ciąży też mi to jeszcze długo zostało.
Po lekach (fenoterol) czułam się fatalnie, choć na wsparcie miałam isoptin. Czyli typowe połączenie w tej sytuacji.
(Odradzam rezygnacje z isoptinu, bez niego da się wytrzymać góra 15 minut, po tym czasie nie można liczyć na siebie a na bliskich którzy jednak pomogą go zaaplikować, służę jeszcze radą, isoptin dobrze jest połknąć pierwszy, choć kilka minut wcześniej, wtedy działa zdecydowanie lepiej).
W czasie leżenia zaczęłam erę lodów. Dzień bez lodów był stracony. Tak jak dzień bez orzechów laskowych - tych zjadłam łącznie chyba tonę:) Mąż po lody latał nawet trzy razy dziennie, na szczęście do sklepu miał 20 metrów:)
Generalnie miałam bzika na punkcie zdrowego odżywiania, na lody przymknijcie oko;)
Mieliśmy w planie z synem (z synem w brzuchu oczywiście) słuchać Mozarta, podobno niebywale dobry na rozwój małych człowieków w brzuchu, coś nam jednak nie pasowało i hitem okazał się Beethoven.
Czytałam brzuchowi książeczki, i opowiadałam mu przeróżne historie. Zabrakło opowieści jak spędziłam dzień, to chyba nie byłoby fascynujące;)
Prawie codziennie odwiedzała mnie nasza sąsiadka Ewa (Dziękuję:)), w serwisach informacyjnych byłam obeznana znakomicie, 100 razy obejrzałam Diabeł ubiera się u Prady, a w prasie czytałam wszystko nawet to co nie interesowało mnie ani trochę...
To była wiosna, piękna zielona, ciepła - a ja leżałam w czterech ścianach i skreślałam dni do końca...

Na dziś tyle, uskuteczniam wyznania macierzyńskie, ale będę to robić małymi fragmentami - wszak nie można zamęczać czytelników długim i tekstami:):) Oraz obiecuje poprawę i zniknięcie żółtej spódnicy choć na chwile.
spódnica/skirt - second hand 1zł + DIY
buty/shoes - Boot Square 
bluzka/blouse - second hand 1zł + DIY
torebka/bag - Mohito 69,99zł
zegarek/clock - 5zł

25 komentarzy:

  1. W Twoich wspomnieniach ciążowych widzę siebie...Od razu ciąża patologiczna-bo bliźniacza,skurcze od 6 m-ca(właściwie takie "stawianie " brzucha),feni i izoptuś,duszne szpitalne sale a za oknem maj i czerwiec.Po porodzie wyszłam biała jak ściana i napuchnięta.To zdecydowanie też nie były moje najpiękniejsze chwile.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj ale się zawiodłam jak przeczytałam "na dziś już koniec"! Rewelacyjny tekst, znaczy wcale nie zbyt optymistyczny, ale naprawdę ciekawy i napisany w sposób niczym najlepsza książka! Czekam niecierpliwie na kolejne części o macierzyństwie! A co do spódniczki, jak dla mnie możesz ją nosić wciąż, jest boska:)

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja lubie te twoja zolta podniczke, moze cieszyc moje oczy non-stop, jak i wielkiej urody bluzeczki;
    twoje wyznania ciazowe cytam jak bajke: ja do konca- czyli prawie tzw rozwiazania bylam hiper aktywna i czulam sie jedynie dobrze po kilkukilometrowym , forsownym spacerze. Wszyscy wokol dziwili sie, lacznie z lekarzem - jak z takim rozwarciem mozna biegac i dziecka nie zgubic; macierzynstwo tez odpekalam bezbolesnie, mam piekne wspomnienia, kuba podlaczal sie do mnie jak elektryczna dojarka i upajal sie mlekiem kiedy chcial i do syta az do 16 miesiaca zycia. Za to potem zaczely sie schody, bo kazda nastepna ciaza - byla poroniona ): tak wiec jestem szczesliwa mama jedynaka!

    OdpowiedzUsuń
  4. Och jak miło mi się czytało ten post. Przypomniały mi się moje trzy ciąże...które były koszmarem..tylko podczas jednej nie byłam na patologii stałym bywalcem. .....ale teraz są trzy gwiazdy w domu i jakoś było minęło :) Co do isoptinu to z definicji powinno się go pół godziny przed fenoterolem brać. Czekam na cdn.

    OdpowiedzUsuń
  5. lovely! I really like it!

    http://glamourgirl-bg.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też miałam mało wesołą ciążę ale z tego co czytam, to nie aż tak, jak Ty.
    Pisz, fajnie się czyta.

    OdpowiedzUsuń
  8. noś tę żółta spódniczkę i już!ładna jest ! z żółtą spódniczką przez świat!!haha
    ja ciążę wspominam bosko i ogólnie wszystko co związane z macierzyństwem!
    mam takie prywatne pytanko.....a synuś będzie miał rodzeństwo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chciało by się:), ale raczej już nie, bardziej skłaniamy się ku adopcji:)

      Usuń
  9. Bardzo lubię tę spódniczkę, nie chcę, żeby znikała! Bardzo fajnie zestawiłaś ją z tą bluzeczką - podoba mi się i to bardzo! :) A dzieci faktycznie nie biorą się z kapusty, ani nie przynosi och bocian - pisze to pani biolożka z krwi i kości. :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajnie się czyta, tzn. językiem takim wciągającym napisane. Poczytam tym chętniej, że moje własne wspomnienia raczej odmienne są.

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny opis nieświetnej sytuacji!

    OdpowiedzUsuń
  12. Eeeee tam Kochana mnie Twoja żółta spódnica chyba nigdy się nie znudzi:)Wspaniały secik:]

    OdpowiedzUsuń
  13. Greetings!
    Awesome piece of work! A blog like yours should be earning much money from ad sense.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dużo przeszłaś Aniu, dla mnie druga ciąża była takim koszmarem - nie spotkałam się do tej pory z nikim kto wymiotował non stop przez całe 9 mc, łącznie z dniem porodu :( Wmawiałam sobie, że taka jest cena za wymarzoną córeczkę. Rozumiem cię bo ja też odliczałam każdy dzień do końca wisząc kolejny raz nad toaletą.
    No ale dałyśmy radę, przeżyłyśmy a teraz mamy szczęście być mamą tak fajnych pociech. Czekam niecierpliwie na dalszą część opowieści i kolejną odsłonę żółtej spódniczki.

    OdpowiedzUsuń
  15. Witam!
    Śledzę cie od 2010 roku i im więcej piszesz tym bardziej Cię lubie. Moja Ciążą też była KOSZMAREM na szczęście jestem już mamą (rozbrykanego i rozpuszczonego 9-cio miesięcznego Romka). Piszesz rewelacyjnie i twój styl również mi przypadł do gustu. Trzymaj się cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  16. opisalas to tak ze naprawde ci wspolczuje.. choc to przeciez juz za toba.


    ostatnio nie komentowalam bo jakos te stroje dnia, i w ogole twoj look mnie nie przekonuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z tym współczuciem to bez przesady;) ani wtedy ani teraz go nie potrzebuję - naprawdę:) i nie to jest celem tych wpisów:)

      Usuń
  17. żółta spódnica stała się Twoim znakiem rozpoznawczym, i dobrze bo pasuje do Ciebie idealnie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. I love all the warm colours! That skirt is so wonderful!

    OdpowiedzUsuń
  19. Czytam,czytam,czytam i zastanawiam się czy ja to pisałam?!Moja ciąża wyglądała bardzo podobnie.Od 9 tyg. w szpitalu:(.Leżenie i oczekiwanie na to co przyniesie następny dzień...Ale co nas nie zabije to nas wzmocni:)Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ciężko miałaś Aniu, ale masz ślicznego wspaniałego syna, to najważniejsze.

    A odzień ciekawie zestawiony kolorystycznie, lubię bardzo ! :) Spódniczka naprawdę jest niezawodna ! I bardzo bardzo podobają mi się sandały -dokładnie takich szukam!
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja jestem dopiero na początku drogi, ale też póki co - nie nazwałabym ciąży magicznym stanem. Ciągłe mdłości, na które chwilowo pomaga herbata z imbirem, bieganie do kibelka co 20-30 minut i nadmierna reakcja na zapachy. Niestety też muszę leżeć. Chwilowo biorę tylko Duphaston, a co dwa dni zastrzyki Pregnyl. Mam nadzieję, że to leżenie będzie tylko chwilowe, bo już dostaję kota...

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję:) :) :)

Autorka bloga nie odpowiada za treść komentarzy zamieszczonych przez czytelników