wtorek, 26 czerwca 2012

To dobry dzień.... Moje macierzyństwo cz. 3

Moje dziecię śpieszyło się z przyjściem na świat, więc ja powinnam pospieszyć się z postem porodowym. Porzućmy więc emocje miotające mną ciążownikiem, ból kręgosłupa nasilający się po każdym dniu leżenia, drętwiejące ręce i palec bez czucia, porzućmy liczenie kalorii w pożartych lodach i przejdźmy do finału, albo chociaż znacząco się zbliżmy.
 

Termin cc wyznaczony był na około dwa tygodnie przed terminem. Po radosnym usg, na którym dziecię osiągnęło już przypuszczalną wagę niegrożącą inkubatorem, zasugerowałam lekarzowi przesunięcie terminu jeszcze o tydzień, tyyyyle czasu nie dam rady, nie dam rady - i nie myliłam się, po za tym badania wskazywały na moją rację. Lekarz termin przesunął. Miałam nic nie jeść w dniu cc a dzień wcześniej lekka kolacja. Dwa dni przed objadłam się wiec niezliczoną ilością galaretki z truskawkami - nieświadoma że ten jest już ostatnim dniem ciąży;)
W kalendarzu przeglądałam patronów dnia, w wyznaczony dzień porodu taki sobie a w dzień poprzedzający - fajniejszy. 
Dopiero po fakcie zdałam sobie sprawę z przegapionych pierwszych skurczów. Jak ktoś ma skurcze od połowy ciąży może przecież się przyzwyczaić;)  Syn śpieszył się już za bardzo i widocznie tak jak ja uznał poród w dzień fajniejszego patrona za rzecz lepszą. 
Nie mogłam spać, wierciłam się w moich dwóch dozwolonych pozycjach, z lewego boku na plecy, z pleców na lewy bok. Mąż spał, rano miał mieć ważny egzamin. Później mieliśmy naszykować ostatnie już rzeczy do szpitala, obejrzeć filmy - na wypadek gdyby sprawdziły się przepowiednie znajomych o końcu naszego jakiegokolwiek czasu wolnego.
Około 2 w nocy zasnęłam.  Przed 4 obudziło mnie COŚ. To coś uznałam za chęć pójścia do toalety, nic niezwykłego. Skurcze są - są, też nic niezwykłego. W toalecie doszłam do wniosku, że to jednak nie to i potoczyłam się w kierunku łóżka. Zaspane oczy ujrzały kałużę. Bardzo zaspany umysł kierował niepochlebne myśli na temat mojego niewinnego pęcherza. To szczyt bezczelności tak na koniec ciąży - pomyślałam wtedy o nim (o pęcherzu;)) jak o części odrębnej i zupełnie autonomicznej od mojego ciała. Powrót to toalety. Przeproszenie się z pęcherzem i powrotne toczenie się w kierunku męża.  Wody mi odeszły, ale Ty śpij to jeszcze długo pewnie... Mąż zerwał się w ciągu sekundy, w kolejne dwie był już ubrany, a po kolejnych trzech wisiał na telefonie, przyjeżdżaj Ania rodzi dzień wcześniej. Po chwili kolejny telefon Ania naprawdę rodzi!!!, tak na wypadek gdyby brat uznał, że to sen:)
Tak to dobry dzień. Miałam już dosyć ciąży. Niby dziecko w brzuchu ma wszystko czego mu potrzeba, a czułam, że gdyby coś, nie będę mogła mu pomóc, nie zobaczę gdy coś się stanie. Chciałam żeby był już na świecie i byłam pewna jego większego bezpieczeństwa po tej stronie.
sukienka/dress - Top Secret 150zł
torebka/bag - Mohito 69,99zł
buty/shoes - second hand 12,50zł

17 komentarzy:

  1. piękna sukienka :)
    to faktycznie synkowi spieszyło się na świat :)te galaretki...
    świetnie się czyta Twoje teksty, czekam na dalszą część

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoją historię czyta się dosłownie jak książkę - już nie mogę doczekać się kolejnej części :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdroszczę sukienuni:)
    Mojemu synusiowi nie śpieszyło się na świat hihi urodziłam dwa tygodnie po terminie:o i to poród miałam wywoływany...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Adriana.... to podobnie jak u mnie!!! :D:D:D Też dwa tygodnie po terminie.... i również wywoływany ......... a poród bagatela.......... 40h !!! :P :D .... a mnie się samej wydawało że urodzę z dwa tygodnie wcześniej przed moim planowanym terminem :P:D
      Aniu ubawił mnie nocny telefon do Twojego brata!!! hahaha :D:D:D

      Usuń
  4. fajnie ,że przełamujesz streotypy i łączysz kazdy kolor z każdym! nie rozumiem powiedzenie,że jakiś kolor do jakiegoś nie pasuje,dla mnie wszystko pasuje do wszystkiego :)

    OdpowiedzUsuń
  5. do opisu trudno mi się ustosunkować, bo mnie do ciąży jeszcze trochę daleko :) ale zestaw super, fajne połączenie kolorów, spodobały mi się też buty (szkoda, że nie ma jakiegoś zdjęcia od przodu...).

    OdpowiedzUsuń
  6. sukienka ma fajny kołnierzyk ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. oj,mojemu tez sie nie spieszylo,tydzien po terminie zakonczylo sie cc, ale i tak nie mogli go wyjąć,bo sie główką zaklinowal;)cudowna jest ta sukienka!

    OdpowiedzUsuń
  8. ale dawkujesz emocje (lepsze to niż najlepsza książka)czekam na c.d

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudowną masz tą kiecunię..... i jak zwykle pięknie i subtelnie się prezentujesz :) Super!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Sukienka jest urocza-taka delikatna i dziewczęca,tylko ten pasek wszystko psuje.Rozumiem,że chciałaś zaznaczyć talię ale ten "bazarowy śledź" niech spada!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ten "śledź" był w standardzie razem z sukienką hi hi

      Usuń
  11. to dobry dzien..by umrzec moj synu;))
    tylko takie mam skojarzenie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na szczęście dzięki zjedzonej wcześniej odpowiedniej ilości czekolady - wszyscy przeżyli:)

      Usuń

Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję:) :) :)

Autorka bloga nie odpowiada za treść komentarzy zamieszczonych przez czytelników